niedziela, 23 kwietnia 2017

Kilka słów o... 13 reasons why

Pewnie, podobnie jak ja, dużo ostatnio słyszeliście o ,,13 reasons why" (13 powodów). Gdy najpierw zobaczyłam w sklepie książkę, na której podstawie nagrano serial, nie przypuszczałam, że jest on jakiś znany. Potem jednak przyjaciółka wysyłała mi zdjęcia, że zaczęła oglądać i bardzo poleca, a na innych aplikacjach społecznościowych wprost roiło się od relacji innych osób. Wykorzystałam więc tą dłuższą przerwę i obejrzałam całość w 2 dni, lecz... no, nie tego się spodziewałam.



Dla jeszcze niezorientowanych w temacie: jest to opowieść o dziewczynie, Hannah Baker, która przed śmiercią postanowiła zostawić coś po sobie. Były to kasety, na których opowiedziała, dlaczego skróciła sobie życie. Trzynaście kaset, trzynaście powodów, trzynaście historii. Nagrania miały być przekazywane każdemu, kto był w nich głównym bohaterem. Dziwnym trafem dostaje je również Clay Jensen - przyjaciel samobójczyni.

Przyznam, że na pierwszy rzut oka, miałam wrażenie jakby była to trochę zmieniona wersja ,,Playlist for the dead", dlatego nie sięgałam już po książkę, lecz od razu po ekranizację i, niestety, nie do końca rozumiem, o co tyle szumu. Po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś mocniejszego, czegoś, co bardziej "wciśnie mnie w fotel", bądź sprawi, że nie będę wiedziała, co ze sobą w najbliższym czasie robić. Wprawdzie serial sam w sobie nie stroni od drastycznych scen (raz musiałam zamknąć oczy i śpiewać pod nosem - ale to ja), jednak nie o taką siłę przekazu mi chodziło.

Jednym z powodów, przez które myślałam o przerwaniu oglądania był przede wszystkim język. Rozumiem, że gdy akcja jest umieszczona w czasach współczesnych, powinna być jak najbardziej prawdopodobna, realna. Naprawdę, rozumiem to i rozumiem, że nie każdy nastolatek włada dziś pięknym słownictwem lub czasem potrzebuje wypowiedzieć coś silniejszego, jednak ilość wulgaryzmów i częstotliwość ich występowania po prostu aż raniła moje uszy. Nie wiem, może na żywo łatwiej mi to wytrzymać, bo tu za każdym razem wręcz się krzywiłam i zastanawiałam się, czy nie ma jakiejś ocenzurowanej wersji.

Na szczęście, same w sobie postaci okazywały się być bardziej przystępne. Było oczywiście kilka takich, którym najchętniej sama bym coś zrobiła, np. Bryce. Od początku źle mu z oczu patrzyło, a ci, którzy oglądali, chyba wiedzą, o czym mówię. Jednocześnie byli też tacy, których nawet chciałabym sama spotkać. Zarówno Jeff i Tony okazywali Clay'owi niesamowite wsparcie i widać, że chcieli dla niego jak najlepiej. Nawet jeśli on sam się z tym nie zgadzał. 


Nie można jednak zapomnieć o osobach, wokół których to wszystko się kręci. Od początku widać było, Hannah i Claya coś łączyło i tak jak raz dziewczyna powiedziała: "On nie powinien być na tych kasetach". Nie powiem, dlaczego stało się inaczej, ale mimo tej wiedzy i tak jej nie rozumiem. Zresztą, jak i wielu innych wyborów, które dokonała. Przy pierwszym odcinku uważałam wręcz, że zachowała się okropnie, nagrywając to wszystko. Wytykając ludziom ich błędy, mogła ich również pogrążyć, może i wyolbrzymiając całą sprawę. Niektórych mogło to zmienić, innych w ogóle nie ruszyć, ale poczucie winy może naprawdę zniszczyć. Tak samo Clay, choć coraz odważniejszy, moim zdaniem, postępował czasem zbyt radykalnie. Nie trzeba uciekać się do zasad Hammurabiego... Naprawdę, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony mu współczułam, a z drugiej - co jakiś czas mnie po prostu drażnił.

Nie jest to może już bardzo istotny aspekt, ale nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Tak jak nie wszystkie elementy tego serialu do mnie przemawiały, tak bardzo spodobał mi się dobór muzyki. Każdy z odcinków kończył się jakąś piosenką, ale i w ich trakcie grały one ważną rolę. Słychać, że były to przemyślane utwory, co, osobiście, bardzo cenię. Kilka nawet specjalnie wyszukiwałam i dodawałam do playlisty na Spotify. Naprawdę, dla mnie był to zdecydowanie spory plus.


Z przykrością muszę więc stwierdzić, że zawiodłam się na tym, co obejrzałam. Nie było żadnego momentu, który by mnie jakoś wzruszył, lub, jak co niektórych, rozbawił. Rzadko kiedy też zmusił mnie do przemyślenia czegoś głębiej. Jednak, jak mogliście wyżej przeczytać, było kilka rzeczy, które mi się spodobały (a chyba najbardziej komentarze ludzi pod odcinkami na TVShow Time), ale te negatywy przeważały. Niestety, ale nie krytykuję tych, którym się spodobało. Każdy jest inny i różne formy przekazu preferuje.

A jak jest z Wami? Podobało Wam się, czy może podzielacie moje zdanie?
A może ktoś jeszcze nie oglądał?
Porozmawiajmy w komentarzach i miłego dnia! :)






PS. Przepraszam, jeśli cokolwiek komuś zaspoilerowałam.


// zdjęcia nie należą do mnie i pochodzą z serialu 13 reasons why //

1 komentarz: