Już na początku poznajemy historię, która będzie motywem przewodnim tej wielowątkowej powieści. Powieści o perypetiach rodzin ze szwedzkiego miasteczka Fjällbacka, w którym została porwana młoda dziewczyna kochająca jazdy konne. Jak się później okazuje, nie była to jedyna ofiara oprawcy.W swojej książce autorka przejrzyście nakreśliła wszystkich bohaterów, z których chyba najbardziej przypadła mi do gustu postać Eriki Falck. Żony detektywa Patrika Hedströma. Jej dociekliwość i wytrwałość potrafiły dużo zmienić, a sama byłam pełna podziwu dla jej sprytnych technik poszukiwawczych. Tak jak cała ta historia pokazuje ona, jak bardzo pozory mogą mylić, jak istotne potrafią być szczegóły, a pozornie niezwiązane ze sobą historie mogą mieć jakiś wspólny mianownik.
Jednak mimo tego "zagadkowo-psychologicznego" klimatu, przeżyłam pewne rozczarowanie. Czytałam wcześniej opinie, z których większość była bardzo pochlebna. "Najlepsza z serii", "Autorka w szczytowej formie" Sięgając po "Pogromcę lwów", spodziewałam się, że wraz z pierwszym rozdziałem złapie mnie za serce, pochłonie mnie i puści dopiero przy ostatnim zdaniu, albo i później. Dla mnie nie był to kryminał, ale właśnie taka "kryminalna obyczajówka". Nie była zła, ale też nie była wciągającym mnie do reszty dreszczowcem. Mimo to, uważam, że dla swoich ostatnich kilkudziesięciu stron warto przeczytać powieść pani Läckberg i sama zamierzam dać pisarce jeszcze jedną szansę.
"Człowiek potrafi znieść znacznie więcej, niż myśli. Jeśli musi"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz