Wybierając "Ósme życie" nie miałam bladego pojęcia, czego się po nim spodziewać. Zobaczyłam tylko raz, że ktoś to ma albo poleca i wystarczyło. Chyba jedyną informacją był opis na okładce, lecz i tak to, co dostałam naprawdę przeszło moje wszelkie oczekiwania.
"Ponieważ mówi się, że liczba osiem oznacza wieczność, rzekę, która ciągle powraca. Ofiaruję Ci moje osiem."
W książce, jako dedykacja, przedstawiona została historia gruzińskiej rodziny Jaszich, począwszy od roku 1900, kiedy na świat przyszła Stazja Jaszi - prababcia narratorki. Historię podzielono na księgi - każda skupia się na innym członku rodziny, a mimo to tworzy naprawdę spójną całość. Dodatkowo każdy rozdział rozpoczyna cytat, który niedosłownie nawiązuje do następnych wydarzeń. Osobiście uwielbiam takie pomysły, co już stanowiło dla mnie ogromny plus.
Oprócz tychże cytatów oraz świetnie wykreowanych postaci z ich wszystkimi wspomnieniami, czytelnicy mają również okazję poznać historię Rosji oraz Gruzji, którą autorka idealnie wplotła w całą fabułę. Z tyłu okładki można przeczytać wypowiedź FW. Steinmeiera, że ta powieść uświadomiła mu, jak "ściśle połączeni" są ze sobą Europejczycy, jednak mi pokazała coś zupełnie innego. Zobaczyłam, jak wielki wpływ na człowieka może mieć wojna i traumatyczne przeżycia oraz jak nieodwracalne mogą być ich skutki.
"Ten dywan to historia. (...) To wszystko są pojedyncze nitki. Pojedyncza nitka jest pojedynczą historią, rozumiesz? (...) Ty jesteś nitką, ja jestem nitką, razem stanowimy mały ozdobnik, a z wieloma innymi nitkami tworzymy wzór."
Szczerze przyznaję, na początku trudno było mi się skupić na tym, co czytam przez styl pisania autorki (chyba, że to ze mną jest coś nie tak). Jednak po kilku stronach przyzwyczaiłam się, nie mogłam się oderwać i nie wyobrażam sobie, żeby można to było jakkolwiek inaczej napisać. Wszystkie wydarzenia tam ukazane, ich tło historyczne, oraz te żywo nieidealne postaci nadają książce takiego realizmu, że za każdym razem, gdy po nią sięgałam, zastanawiałam się, czy to nie było naprawdę. Czytając "Ósme życie", miałam wrażenie, że naprawdę istniała taka Stazja Jaszi, która przeżyła wojnę i rewolucję w swoim kraju, żyła pod prąd, ale również była w swym życiu jakby nieobecna. Myślałam, że rzeczywiście był taki fabrykant czekolady, który ze swojej miejscowości chciał uczynić Niceę Kaukazu.
Ponieważ cała ta historia jest napisana tak prawdziwie a jednocześnie okropnie (mam na myśli co niektóre wydarzenia), wywołała na mnie ogromne wrażenie. Raz musiałam wręcz odłożyć książkę na jakiś czas i zająć się czymś innym, aby ochłonąć i móc ją później kontynuować. Szukałam w internecie, czy jest to powieść na faktach, ale nic nie znalazłam. Dlatego jeśli to wszystko (oprócz wzmianek w stylu "8 maja Niemcy podpisały kapitualcję", "w trakcie rewolucji październikowej...") jest fikcją literacką, tym większy należy się ukłon w stronę pani Haratischwili, ponieważ kupiła mnie z każdym swoim słowem i kropką, które postawiła.
Z czystym sumieniem będę ją każdemu polecała i sama nie mogę się doczekać drugiej części. A jeśli również czytaliście "Ósme życie", koniecznie napiszcie, co sądzicie! :D
"Czy nie powinno się przychodzić na ten świat dwa, trzy, cztery,
nieskończoną ilość razy, żeby móc zrealizować wszystkie swoje pragnienia?"

jestem ciekawa tej książki, choć nie miałam okazji jeszcze jej przeczytać...
OdpowiedzUsuńJest niesamowita! Minęło już sporo czasu a i tak wciąż ją wspominam
UsuńBardzo, ale to bardzo chcę przeczytać "Ósme życie". Mam nawet obie części i nie jestem pewna kiedy się zabiorę, ale chciałabym by stało się to niebawem. Mało czytałam o tej książce, bo wystarczyły mi cytaty, które gdzieś znalazłam... W sumie bardzo lubię zgarnąć sobie trochę cytatów i bez innych wskazówek zdecydować, czy książka ląduje u mnie :)
OdpowiedzUsuń