Z pewnością wielu z Was czytając jakąś książkę próbuje wyobrazić sobie przedstawiane w niej sceny czy postaci. Wtedy z pomocą przychodzą nam ekranizacje czytanych historii. Jednak czy czasem nie przynoszą nam one pewnego rozczarowania? A może wręcz przeciwnie - są one idealnym odzwierciedleniem naszych wyobrażeń?
I właśnie tej tematyce chciałabym poświęcić tytułową serię, zaczynając od "Co gryzie Gilberta Grape'a"
24-latek. Ma dach nad głową, rodzinę i pracę. Zna każdego w mieście, gdzie każdy mieszkaniec stara się widzieć tylko dobre strony. Właściwie... co może być nie tak?
A jednak - niemal wszystko gryzie młodego Grape'a. Począwszy od upośledzonego psychicznie brata, przez matkę, która od kilku lat tylko rośnie w oczach, a podłogi domu uginają się pod jej ciężarem. Powierzchowną młodszą siostrę i starszą, która przekłada nad wszystko dobro rodziny i dla której Elvis będzie wiecznie żywy. Nieodpartą chęć opuszczenia umierającego miasteczka. A skończywszy na nowej nieznajomej, która mimo swego wieku zdaje się wiedzieć o życiu tyle, co niejeden "staruszek". Czy w końcu coś zmieni się w życiu młodego chłopaka? Tego dowiecie się z lektury (lub, opcja zwłaszcza dla opornych, z filmu ;)
Zarówno w książce jak i w filmie historia rodziny Grape'ów przedstawiona jest w bardzo ciekawy sposób i wygląda w nich dość podobnie. Początek filmu jest wręcz identyczny jak ten, który możemy przeczytać. Dodatkowo jestem przekonana, że znajdą się tacy, dla których za przewagą ekranizacji przemówi obecność Johnny'ego Deppa (Gilbert) oraz Leonarda DiCaprio, który idealnie wcielił się w rolę chorego Arniego. Uważam, że jest on właśnie jedną z zalet filmu, gdyż nawet nie potrafię sobie wyobrazić lepszego przedstawienia jego postaci.
"Kiedy [Arnie] próbował podnieść pierwszego dzieciaka, którego przewrócił, wpadł na kilku innych, co spowodowało chaos. Mój brat pod wieloma względami bardzo przypomina dzisiejszą Amerykę."
Osobiście nie polecam oglądania filmu przed książką, jeśli ma się zamiar po nią sięgnąć. Ja tak, trochę niestety, zrobiłam, wskutek czego, czytając, przez cały czas porównywałam do siebie obie rzeczy. Z ręką na sercu, jest to jeden z moich ulubionych filmów, dlatego miałam wielkie oczekiwania co do książki. Niestety, chyba trochę się przeliczyłam. A może to właśnie przez to ciągłe porównywanie...
Mimo, że książ- kę skończyłam parę dni temu, wciąż nie potrafię się ustosunkować do tamtego obrazu tytułowego bohatera. Dzięki temu, że był on narratorem wszystkich zdarzeń, można poznać jego myśli i emocje, jednak... no cóż, moim zdaniem pewne fragmenty autor mógł sobie podarować. Drażniło mnie, gdy mimo swojego wieku, Gilbert zachowywał się jak nadąsany nastolatek. Na szczęście niedługo później znów zyskiwał, pokazując oblicze odpowiedzialnego brata. Po prostu uwielbiam relację, jaka łączy go zarówno z chorym Arnie'm, jak i starszą siostrą Amy. Choć byli tylko rodzeństwem, w moich oczach i tak mieli takie momenty "starego, dobrego małżeństwa".
Zdecydowanie druga połowa książki zaczęła zmieniać moje zdanie o Gilbercie, a tym samym o całości. Nie odjęłabym stamtąd chyba żadnego wydarzenia, dlatego też powtarzając sobie film, niestety, bywałam rozczarowana, że nie wszystkie wątki zostały tam ujęte, albo były tylko nieznaczną migawką, np. istnienie dwójki jeszcze starszych dzieci. Uważam, że każde z wydarzeń miało istotny wpływ nie tylko na samą historię, ale i charakter głównego bohatera.
Oglądając to już po przeczytaniu, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że obraz to tylko czubek góry lodowej. Jest on tylko (a może aż) dopełnieniem tego, co możemy przeczytać. Historia, którą poznajemy w filmie sama w sobie jest naprawdę wciągająca, ale gdy poznamy ją z książki, widzimy jak, niestety, wiele brakuje i aż się prosi o jakąś "rozszerzoną" wersję.
Podsumowując: najpierw z uwagi na film, przez większość książki towarzyszyły mi dość mieszane uczucia. Jednak docierając do końca, żałowałam, że on już nastąpił. Jakieś ostatnie 50 stron czytałam z naprawdę zapartym tchem, a oglądając film ponownie cieszyłam się, że choć tak mogę przedłużyć swe chwile z tą niecodzienną rodziną.
A jeśli Wy też czytaliście, bądź oglądaliście "Co gryzie Gilberta Grape'a", napiszcie, co sądzicie.
Do następnej notki!
/ trzy z czterech powyżej zamieszczonych zdjęć to kadry filmowe/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz