niedziela, 27 listopada 2016

Wspomnienie Kings of Leon i Cytat Cafe

Mimo, że od występu Kings of Leon w Krakowie minęły ok. 2 miesiące, jakoś wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę tam byłam, a pisząc tego posta jestem w drodze na kolejny koncert. Jednak o tym kiedy indziej.


Kings of Leon - zespół rockowy z Nashville w Stanach Zjednoczonych. Założyli go trzej bracia Natan, Caleb i Jared Followill razem ze swoim kuzynem Matthew. Nazwa pochodzi od ich ojca oraz dziadka - obaj mają na imię Leon. Ich muzyka to połączenie rocka niezależnego, bluesa oraz muzyki z rodzinnych stron.

O Kings of Leon słyszałam od dawna, lecz tak naprawdę znałam tylko te popularne piosenki jak Pyro, Use somebody czy Sex on fire. Mniej więcej w styczniu tego roku postanowiłam z tym skończyć i poznać ich trochę lepiej. Spodobali mi się, jednak nigdy bym nie pomyślała, że będę miała okazję posłuchać ich na żywo. Na szczęście, moi znajomi chcieli inaczej. Nawet nie wiecie, jak mnie zaskoczyli, wręczając mi w urodziny bilet na ich koncert.
Przyznam szczerze, na początku nie byłam największą fanką tego pomysłu, bo mimo wszystko nie słuchałam KOL aż tak dużo. Ale jaka byłam głupia! Z wyjątkiem pewnych... zrządzeń losu (tego dnia było mi naprawdę niedobrze i... możecie jedynie domyślać się, co dalej), przez które większość występu przesiedziałam pod ścianą, uważam, że był to jeden z lepszych wyjazdów. Pozwiedzałam Kraków, poznałam fajnych ludzi, ale przede wszystkim pokochałam Kings of Leon.
Byłam mile zaskoczona, jak bardzo ich gra na żywo, a zwłaszcza głos Caleba nie odbiegają od nagrań (a umówmy się: jest jednak wielu takich wykonawców, co tylko na nagraniu brzmią dobrze). Sama publiczność była niesamowita i dzięki nim piosenka Knocked up wraz z brzmiącym na całą arenę "Uooou o ou ou" oraz chwilami, gdy na telebimach pokazywano bawiących się tam ludzi zawsze będzie pozytywnie mi się kojarzyć z tym dniem. Poza tym, mogliśmy usłyszeć takie utwory jak Molly's chambers, Family tree, Milk, Mary i, na ten czas mój ulubieniec, Radioactive. Wówczas miała również miejsce premiera Waste a moment z ich nowej płyty WALLS. Podobno sami managerowie zalecali, żeby zespół zagrał tą piosenkę na festiwalu w Niemczech następnego dnia, bo dopiero wtedy miał wyjść teledysk. Na szczęście artyści mieli odmienne zdanie, gdyż tak polubili polską publiczność.




Ale o co chodzi z tym Cytat Cafe? Już wyjaśniam ;)
Korzystając z okazji wyjazdu, razem z przyjaciółką i jej mamą chciałyśmy trochę zwiedzić Kraków. W drodze powrotnej zobaczyłyśmy na Kazimierzu małą kawiarnię: Cytat Cafe i zatrzymałyśmy się w niej. Miejsce bardzo fajnie wywiązywało się ze swojej nazwy. Oprócz porozwieszanych na ścianach (nawet w łazience) obrazków z cytatami i książek na półkach, do zamówienia każdy dostawał własną karteczkę z tekstem. Bardzo spodobał mi się ten pomysł i następnym razem z pewnością znów tam przyjdę.

Na zdjęciu przepyszne smoothie z kiwi,
banana i blue curacao
Podsumowując, jeśli lubicie klimaty ciepłego, południowego rocka (i fantastyczne linie basowe), gorąco polecam Wam Kings of Leon. To naprawdę nie jest tylko, np. Use somebody. A poza takimi spokojnymi kawałkami znajdziecie też, wbrew pozorom, bardziej energetyczne.
Za to na pyszną kawę czy smoothie w literackim towarzystwie zapraszam do Cytat Cafe :D














Za zdjęcia z koncertu bardzo dziękuję mojej przyjaciółce Zuzi


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz